Quo vadis mundurze

Służby mundurowe to specyficzny zawód. Ich odmienność to jednak nie tylko inne rozwiązania prawne regulujące przebieg służby, zakres praw i obowiązków, inny system emerytalny, ale to także niezwykle istotna kwestia prestiżu, szacunku, zaufania, etosu zawodu czy też roli w społeczeństwie, jaką te służby odgrywają.

 

Rozwiązania prawne można tworzyć i zmieniać w zależności od woli ustawodawcy, a życie pokazuje, że czasami proces ten trwa zaledwie kilkadziesiąt godzin. Nie tak łatwo jest w przypadku kwestii pozaprawnych. Szacunek i prestiż buduje się latami. Niestety, niszczenie niematerialnych elementów warunkujących wykonywanie tych zawodów odbywa się czasami bardzo szybko. Ostatnie lata, to sukcesywne niszczenie prestiżu i etosu służb mundurowych. W ostatnich latach już kilkakrotnie zmieniano przepisy regulujące przebieg służby. I to można zrozumieć. Taka wola ustawodawcy. Często jednak, aby zyskać „poparcie społeczne” dla wprowadzanych zmian przedstawiano służby mundurowe jako grupę osób „wyjątkowo uprzywilejowaną”, którą w imię sprawiedliwości społecznej należy pozbawić tych niesłusznych przywilejów. Taka metoda działania pozwala uniknąć większych protestów społecznych. Każdy kij ma jednak dwa końce. Ciągłe likwidowanie tzw. „przywilejów” resortowych, a jednocześnie deprecjonowanie etosu tych zawodów zaczyna w widoczny sposób wpływać na zainteresowanie potencjalnych kandydatów służbą w tych zawodach. Jeszcze dziesięć lat temu służba w policji była na tyle atrakcyjna dla cywila, że każdy kandydat musiał sam płacić za sprawdzenie swojej karalności. A dziś?
Dziś młodzi adepci rezygnują ze służby w Policji po przesłużeniu zaledwie kilku tygodni czy miesięcy. Ale są również rekordziści, którzy raport o zwolnienie ze służby piszą już po kilku dniach!!! To zawsze się zawsze zdarzało, ale ... nie w takiej skali! Nie jest dziełem przypadku, że zainteresowanie służbą jest ostatnio tak niskie. Są takie województwa, zwłaszcza na zachodzie kraju, gdzie nie ma żadnego kandydata do służby w Policji! Czy to przypadek?! Raczej nie. Co zatem zmieniło się w ciągu ostatniej dekady, że wówczas można było przebierać w kandydatach, a dziś ten wybór staje się powoli iluzoryczny.
Bardzo mocno zmieniono warunki emerytalne. Choć oficjalnie mówi się, że teraz można przejść na emeryturę nie po 15 ale po 25 latach, to nie do końca jest to prawda. Wiele osób przyjmuje się do policji w wieku 20 – 25 lat, a zatem czas ich służby wyniesie 30 – 35 lat. Jeszcze gorzej będzie wyglądać sytuacja, jeśli możliwość pobieranie emerytury będzie dopiero po ukończeniu 65 roku życia, bowiem aby przejść na wcześniejszą emeryturę, w zdecydowanej większości przypadków niezbędne będzie przepracowanie 40 – 45 lat!!!
Można oczywiście dyskutować, po jakim czasie mundurowi mają przechodzić na emerytury, ale ... ostatnio pojawiła się jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Otóż okazuje się, że można przepracować 20, 30, 40 lat i .... nie otrzymać w ogóle emerytury.

Kto dzisiejszym funkcjonariuszom da gwarancję, że za 5, 10, 15 lat nie pojawi się nowy ustawodawca, który stwierdzi, że część funkcjonariuszy (np. ci którzy stawiają zarzuty demonstrantom), a może wszyscy, nie otrzyma należnych im emerytur ponieważ w latach np. 2016 – 2018 pełnili służbę na rzecz władzy zwalczającej demokratyczne podstawy państwa, łamiącej notorycznie konstytucję. Niemożliwe??? A dlaczego? Puszka Pandory została otwarta. Rozwiązane prawne zostały wytyczone. Każdy kto dziś podejmuje służbę musi się liczyć z taką sytuacją. Trzeba sobie jasno powiedzieć. Istota
funkcjonowania w służbach mundurowych zakłada hierarchiczność, realizowanie polityki państwa zarówno tej wewnętrznej jak i zewnętrznej. To zawsze stwarza ryzyko chęci odwetu po zmianie władzy. I właśnie złamano bardzo ważną psychologiczną barierę! Dziś już nikt nie może powiedzieć, że po przesłużeniu iluś lat dostanie emeryturę. To już nie jest takie pewne. Dziś emerytury mundurowe zależą nie od uczciwej pracy, ale od czynników politycznych. Czy w tej sytuacji warto podejmować służbę? Każdy chętny do służby w tych instytucjach niech sam sobie odpowie.
O ile kilka lat temu to cywile zazdrościli nam systemu emerytalnego, o tyle za kilka lat to być może mundurowi będą marzyli aby zrównać ich z cywilami. Bo ci ostatni będą mieć pewną emeryturę, czego o mundurowych powiedzieć nie będzie można. A wszystkie te zmiany odbywają się w warunkach deprecjonowania etosu tych służb.
Na koniec pewien fakt historyczny. Wszelkie podobieństwa należy uznać za przypadkowe i stanowiące nadinterpretację. W latach 60 ub. wieku amerykański psycholog Stanley Milgram zadał sobie pytanie o przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec zbrodniczych rozkazów, które doprowadziły zwyczajnych wydawałoby się ludzi do ludobójstwa np. w obozach koncentracyjnych podczas II wojny światowej. Postanowił eksperymentalnie to sprawdzić. W dużym uproszczeniu, ochotnicy byli pewni, że biorą udział w badaniu „wpływu kar na pamięć”. Ochotnik otrzymywał do odegrania rolę nauczyciela. Dowiadywał się, że jego zadanie polegać będzie na czytaniu uczniowi listy par słów (np. „miły-dzień”, „niebieska-skrzynka”, itp.), a następnie sprawdzaniu, jak wiele z tych par uczeń zapamiętał. Jeśli uczeń odpowiadał źle – nauczyciel stosował karę w postaci wstrząsu elektrycznego. Na początku nauczyciel – ochotnik sam otrzymywał jeden próbny wstrząs elektryczny o napięciu 45 V, który był odczuwany jako dość bolesny. Reguła była taka, że przy kolejnych błędach zwiększano siłę wstrząsu. Początkową dawką było 15 woltów. Każdy kolejny wstrząs był rzekomo silniejszy o 15 V. Ostatnią dawką miało być 450 V – przed nauczycielem było 30 przełączników. Sytuacja badawcza zaaranżowana była na tyle sugestywnie, że żaden z ochotników nie zorientował się, że „uczeń” w rzeczywistości nie jest rażony prądem i tylko udaje ból. Nad „nauczycielem” czuwał eksperymentator (zawodowy aktor) o bardzo oficjalnym wyglądzie, ubrany w fartuch laboratoryjny (autorytet). Jeśli w pewnym momencie nauczyciel zwracał się do eksperymentatora z wątpliwościami co do dalszego kontynuowania wstrząsów, eksperymentator odpowiadał „Proszę kontynuować”, „Eksperyment wymaga, aby to kontynuować”, „Proszę kontynuować, to jest absolutnie konieczne”, „Nie masz innego wyboru, musisz kontynuować”. Jeśli nauczyciel mówił, że uczeń nie chce kontynuować, eksperymentator mówił: „Czy to się uczniowi podoba czy nie, musisz kontynuować aż on powtórzy poprawnie wszystkie pary słów”. Eksperymentator był pewny siebie i mówił zawsze stanowczym głosem, ale nie był niegrzeczny.
Milgram zastanawiał się, jak wiele osób dojdzie do końca skali i zaaplikuje uczniowi najsilniejszy wstrząs (450 V). Gdy proszono zawodowych psychiatrów (a więc specjalistów) o przewidzenie wyników, sądzili, że do końca skali dojść może najwyżej jedna osoba na tysiąc. Rzeczywistość okazała się zdumiewająca. W tak opisanym eksperymencie najsilniejszy szok zaaplikowało uczniowi 65% badanych. Nikt nie wycofał się, gdy ofiara wyraźnie o to prosiła, ani wtedy gdy zaczęła wołać o pomoc, nawet wtedy gdy wydawała okrzyki pełne bólu. 80% uczestników kontynuowało wstrząsy mimo tego, że uczeń wspominał, że ma kłopoty z sercem i krzyczał „Pozwólcie mi stąd wyjść!” (300 V). Dlaczego tak wiele osób zastosowało najsilniejszy szok? Jesteśmy skłonni zadawać innym ból jeśli jesteśmy przekonani, że to jest dla ich dobra, że tak musi być, jeśli autorytet stwierdzi, że postępujemy dobrze, sprawiedliwie. Wynik eksperymentu interpretuje się jako objaw skłonności ludzi do podporządkowania się autorytetom, która jest u ludzi olbrzymia (w niektórych wariantach badania nawet 93% osób stosowało najsilniejsze szoki).
Dziesiątki tysięcy ludzi traci emerytury. Dlaczego? W imię sprawiedliwości społecznej. Aby zdobyć „przyzwolenie społeczne” uzasadniono takie rozwiązanie hasłami, że przecież dotyczy to „esbeków”, morderców, przestępców, itd. Na czym konkretnie polegały winy tych ludzi? Dlaczego w roku 1990 pozytywnie ich zweryfikowano? Tych pytań nikt nie stawia. Czy ci którzy przyczynili się do powstanie tej ustawy, bądź będą ją stosowali, bądź społeczeństwo, czy oceniają tą ustawę jak złą, krzywdzącą? Nie. Przecież „autorytety” jednoznacznie stwierdziły, że tego wymaga „sprawiedliwość społeczna”. W końcu zabieramy „oprawcom”. Naprawdę wierzymy, że tego wymaga sprawiedliwość społeczna, czy też może ... jesteśmy manipulowani?

kamani

Zaloguj się, by skomentować

Zaloguj

Cron Job Starts